Blockchain 10 min czytania 2026-08-05

W finansach wydajemy miliardy rocznie na uzgadnianie notatek. Daml tłumaczy dlaczego.

Rozrachunek po transakcji pochłania miliardy dolarów rocznie nie na przelewy, tylko na porównywanie, co każdy z uczestników zapisał o tym samym zdarzeniu. Publiczny blockchain tego nie rozwiąże - broker nie może widzieć księgi konkurencyjnego brokera. Daml, powstały z zamówienia ASX, daje inną odpowiedź: wspólny proces, osobne widoki.

Miliardy rocznie na uzgadnianie notatek

Oczywisty pomysł, który nie działa

Rozwiązanie zbudowane dla australijskiej giełdy

Na czym polega sztuczka

To nie jest problem wyłącznie giełdowy

  • Kredyt konsorcjalny. Agent, kilkunastu kredytodawców, kredytobiorca. Każdy uczestnik zna swoją transzę i nie ma prawa znać warunków pozostałych. Dziś obsługuje to się mailem i arkuszem, a uzgadnianie kto komu ile jest winien potrafi trwać tygodniami.
  • Roszczenie ubezpieczeniowe. Klient, agent, ubezpieczyciel, rzeczoznawca, reasekurator. Jedna sprawa, pięć podmiotów, pięć różnych zakresów dostępu do tej samej historii.
  • Akredytywa w handlu międzynarodowym. Kupujący, sprzedający, dwa banki, przewoźnik, ubezpieczyciel. Klasyczna umowa wielostronna, w której każdy widzi co innego, wciąż w dużej mierze obsługiwana papierem.
  • Ochrona zdrowia. To akurat najlepszy dowód, że nie chodzi o finanse. Wśród firm, które testowały Damla jeszcze przed jego publicznym udostępnieniem, obok giełd i banków były przedsiębiorstwa z sektora medycznego. Pacjent, szpital, ubezpieczyciel i płatnik uczestniczą w jednym procesie rozliczenia świadczenia, a dane pacjenta widzieć może wyłącznie ten, komu wolno.
  • Wspólna weryfikacja klientów przez banki. Jeden klient, jeden komplet dokumentów, kilka banków, z których każdy widzi wyłącznie własną relację z tym klientem. Problem znany każdemu, kto zakładał rachunek firmowy w trzech miejscach i trzy razy przynosił ten sam odpis z KRS.
  • Łańcuch dostaw. Producent, przewoźnik, ubezpieczyciel, nabywca, urząd celny. Ten sam kontener, sześć różnych zakresów wiedzy o nim.

Trzy rzeczy, które Daml robi inaczej

  • Nie da się stworzyć umowy, której ktoś nie podpisał. W Damlu tego się nie sprawdza, bo tego nie da się obejść. Umowa bez kompletu podpisów po prostu nie powstaje, jak drukarka, która odmawia wydrukowania dokumentu bez wszystkich parafek. Znika cała klasa błędów, którą normalnie wyłapuje się audytem.
  • Nic się nie wymazuje. Umowy się tu nie edytuje. Zmiana warunków oznacza zamknięcie starej i powstanie nowej w jej miejsce. Księgowi znają tę zasadę od pięciuset lat: błędnego zapisu się nie zamazuje, robi się storno. Historia jest więc wbudowana w konstrukcję, a nie doklejona z boku w postaci logu, który ktoś kiedyś może wyczyścić. Kiedy przychodzi audyt albo spór, pełna ścieżka istnieje, bo inaczej być nie mogło.
  • Uprawnienie samo jest umową. W typowym systemie uprawnienia siedzą w tabelce: ten użytkownik jest administratorem, tamten księgowym. Tabelkę ktoś kiedyś wypełnił i zwykle nikt już nie pamięta dlaczego. W Damlu nadanie komuś prawa do działania w Twoim imieniu jest osobną umową, z datą, warunkiem i momentem wygaśnięcia. Pytanie "dlaczego ta osoba mogła to zrobić" ma zawsze odpowiedź w postaci dokumentu, a nie wpisu w tabelce.

Czego Daml celowo nie potrafi

Daml wyrósł z Haskella - jak Plutus, tylko w drugą stronę

Nie brak zaufania. Selektywne ujawnianie z odpowiedzialnością.

Potrzebujesz pomocy z regulacjami?

Nasi konsultanci przeprowadzą Cię przez wdrożenie i wymogi regulacyjne.

Porozmawiaj z konsultantem